Tam gdzie góry kończą się morzem, a cisza robi największe wrażenie 🏔️ 🌊
Po Etnie potrzebowaliśmy czegoś zupełnie innego.
Nie więcej ognia, nie wyżej, nie mocniej.
Po prostu ciszy.
Półwysep San Vito lo Capo i góry Monte Cofano oraz Monte Monaco okazały się dokładnie tym, czego nie da się zaplanować: surowe, puste, prawdziwe. Bez kolejek, bez barierek, bez ludzi.




🏔️ Monte Cofano – góra, która spłonęła i wraca do życia
Monte Cofano przywitało nas krajobrazem, który wyglądał jak po końcu świata.
Czarna ziemia, spalone zbocza, karłowate palmy bez liści. Wszystko surowe, ostre, wystawione na słońce i wiatr.
A jednak — to nie była martwa góra.
Między popiołem zaczynały pojawiać się pierwsze zielone punkty. Nowe liście palm, trawy, małe rośliny, które wracają jako pierwsze po pożarach. Natura nie pyta, czy może. Po prostu wraca.
Szlak był pusty. Zero cienia. Tylko wiatr, słońce i ten charakterystyczny zapach suchej ziemi. Cofano nie próbuje się podobać. Jest szczere do bólu.
To tu najczęściej staliśmy w ciszy. Bez rozmów. Bez zdjęć. Po prostu patrząc.
Wyglądają jak po apokalipsie 🌋
czarne, spalone, bez liści…
A to właśnie ich supermoc 💪
Te mini palmy lubią ogień – po pożarach wracają szybciej niż inne rośliny.
Gdy nad ziemią zostaje tylko czarny pień, one odrastają z korzeni,
często jako pierwsza zieleń na spalonych zboczach Sycylii 🌱
To nie koniec
To reset natury 🔥🌴
Grotta Perciata 🌊🪨
idziemy przez dziurę w skale, a po drugiej stronie… pocztówka.
Morze wygląda jak render,
nogi idą same,
a mózg co chwilę mówi:
ej, zwolnij, bo znowu gapisz się w bok 😅
Cofano, serio.
Nie musisz się tak starać, i tak już przepadliśmy 💙




🏔️ Monte Monaco – góra, która patrzy prosto w morze
Drugiego dnia energia była zupełnie inna.
Monte Monaco to góra bardziej otwarta, przestrzenna. Z jednej strony skały, z drugiej błękit morza. Wiatr mocniejszy, ale chłodniejszy. Widoki szerokie, dalekie, takie, przy których automatycznie zwalnia się krok.
Monte Monaco nie krzyczy.
Ono pozwala zostać chwilę dłużej.
Opuszczony kamieniołom marmuru 🪨
miejsce, które wygląda jak plan filmowy… tylko bez ochrony i biletu.
Kiedyś wycinali tu kamień,
dziś tnie dech w piersiach pytanie:
dlaczego takie perełki stoją puste, a my o nich nie mamy pojęcia 😅
Monte Monaco, grasz ostro 💥
Szczyt Monte Monaco 🏔️🌊
Marcin wpisuje się do księgi,
a widoki dookoła robią dokładnie to, co trzeba –
uciszają wszystko inne.
Lista zdobywców? Jest.
Publiczność? Brak.
Satysfakcja? 100% 😎




🌿 Między ogniem a życiem
Te dwa dni pięknie się dopełniły.
Cofano — spalone, surowe, wymagające.
Monaco — spokojniejsze, przestrzenne, oddychające morzem.
I chyba właśnie tak chcieliśmy zakończyć Sycylię.
Nie fajerwerkiem, tylko spokojnym krokiem.
Nie „wow”, tylko tym cichym uczuciem, że dokładnie tak miało być.





Po Etnie myślałam, że nic już mnie tu nie zaskoczy.
A jednak te dwie góry zrobiły to po cichu.
Bez dymu, bez lawy, bez hałasu.
Tylko wiatr, ścieżka i morze w oddali.
I to było piękne 🤍
Jeśli chcesz zobaczyć drugie oblicze Sycylii – to bardziej ogniste i bezkompromisowe – zajrzyj też tutaj:
👉 Etna – z ogniem jej do twarzy

💬 Masz pytanie o trasę? Daj znać w komentarzu – chętnie podpowiem! 🤍