
Miało być drogo, miało być trudno i miało być „kiedyś, nie teraz”. A jednak stoimy tam, w żółtych kurtkach, pośrodku lodowej krainy, która wygląda jak z innej planety i jedyne, co przychodzi do głowy, to: serio… to aż tyle nie kosztowało? 😄
Bo Islandia zimą ma trochę złą reputację. Wszyscy powtarzają jedno — drogo. I tak, nie będziemy udawać, że jest inaczej, bo Islandia do tanich kierunków nie należy. Ale jest jeden haczyk, o którym mało kto mówi: da się to ograć tak, żeby nie bolało przy każdym płaceniu kartą.
I to nie w teorii, tylko normalnie — w praktyce. Z wiatrem w twarz, śniegiem pod butami i lodowcem gdzieś w tle 🧊
Właśnie dlatego powstał ten wpis. Bo pytanie ile kosztuje Islandia zimą to jedno, ale jak zrobić ten wyjazd tak, żeby nie przepalić budżetu, to już zupełnie inna historia.
I dokładnie o tym będzie ten tekst — bez teorii, bez „gdzieś przeczytałam”, tylko nasze liczby, nasze decyzje i rzeczy, które faktycznie zrobiły różnicę.
Czy Islandia naprawdę jest aż tak droga zimą? ❄️💸
Nie będę ściemniać — Islandia jest droga. I jeśli ktoś mówi, że nie jest, to albo był tam bardzo dawno, albo przelicza wszystko w jakiejś bardzo optymistycznej walucie 😄
Ale jednocześnie to jest jeden z tych kierunków, gdzie naprawdę dużo zależy od podejścia. Możesz wydać majątek i wrócić z poczuciem, że wszystko było „premium”, ale możesz też poukładać ten wyjazd po swojemu i nagle okazuje się, że to wcale nie jest aż tak absurdalnie drogie, jak straszy internet.
I to był dla nas największy szok.
Bo Islandia sprzedaje się jako „najdroższy kraj Europy”, a na miejscu okazuje się, że dostajesz coś, czego często brakuje gdzie indziej — ogromną wolność. Większość rzeczy, które robią największe wrażenie, nie wymaga kupowania biletów ani rezerwacji i to jest naprawdę fajne uczucie.
Zamiast planować wszystko co do minuty, jedziesz przed siebie, zatrzymujesz się tam, gdzie Ci się podoba i nagle… jesteś w środku czegoś, co wygląda jak inna planeta 😄

Ale żeby była jasność — to nie jest tak, że wszystko jest „za darmo”.
W praktyce płacisz głównie za parkingi przy atrakcjach i to już nie są symboliczne kwoty. Raczej kilkanaście, a często nawet kilkadziesiąt złotych za postój, więc finalnie to właśnie parkingi robią za taki trochę islandzki „bilet wstępu”.
Schemat jest prosty i szybko wchodzi w krew: podjeżdżasz, parkujesz, płacisz i po chwili stoisz pod wodospadem, przy lodowcu albo na czarnej plaży, gdzie wiatr próbuje wyrwać Ci czapkę z głowy 😄
I właśnie to jest w tym wszystkim najlepsze.
Bo w zamian dostajesz przestrzeń, ciszę i krajobrazy, które nie wyglądają jak „ładne miejsce”, tylko jak coś totalnie nierealnego — bez kolejek, bez bramek i bez tego całego „zwiedzania na czas”.
I nagle łapiesz się na tym, że nie odhaczasz punktów z listy, tylko po prostu jesteś.
💡 Ciekawostka, która robi klimat: Islandia ma około 400 tysięcy mieszkańców — czyli mniej więcej połowę Krakowa — a jednocześnie owiec jest tam ponad dwa razy więcej niż ludzi. I serio, momentami masz wrażenie, że jesteś gdzieś na końcu świata… tylko że z parkingiem na kartę 😄
Ile kosztują loty na Islandię zimą i jak ogarnąć bagaż ✈️
Loty kupiliśmy za około 550 zł za osobę i to był moment, kiedy zaczęliśmy się zastanawiać, gdzie jest haczyk 😄 Szybko wyszło, że… w bagażu.
I tu wjeżdża nasz patent życia, który serio warto zapamiętać.
Zamiast kupować drogi bagaż rejestrowany, wzięliśmy większy bagaż podręczny i nadaliśmy go do luku. Dokupienie tego bagażu kosztowało nas łącznie około 320 zł, więc po podzieleniu na dwie osoby finalnie wyszło nam około 710 zł za osobę za cały przelot z bagażem.
Dla porównania — najtańszy bagaż rejestrowany w tej opcji kosztował około 580 zł, więc różnica była naprawdę konkretna. A funkcjonalnie? Żadna.
Spokojnie wrzuciliśmy tam wszystko, czego nie da się wnieść na pokład, a przy zimowym wyjeździe na Islandię takich rzeczy trochę się uzbiera 😄
💡 Pro tip, który robi robotę: wiele osób automatycznie klika bagaż rejestrowany, a tymczasem ten trik z podręcznym nadanym do luku to jeden z najprostszych sposobów, żeby nie przepłacić już na starcie.


Ile kosztują noclegi na Islandii zimą i czego się spodziewać ♨️
Za 5 dni noclegów zapłaciliśmy około 3200 zł za dwie osoby i szczerze mówiąc trochę się tego baliśmy, bo Islandia zimą w głowie wygląda raczej jak lodówka niż przytulne miejsce do spania.
A w rzeczywistości… było aż za ciepło 😄
I to nie jest przypadek, tylko efekt tego, że większość miejsc korzysta z energii geotermalnej. Ogrzewanie działa praktycznie non stop i tak dobrze, że momentami trzeba było otwierać okno, żeby trochę ochłodzić pokój.
💡 Ciekawostka: około 90% domów na Islandii ogrzewanych jest energią geotermalną, dlatego nikt tam nie oszczędza na cieple i to naprawdę czuć od pierwszego wejścia.
Spaliśmy w kilku różnych guesthouse’ach i małych hotelach — wszystkie sprawdzone i bez żadnych niespodzianek, więc jeśli chcesz podejrzeć konkretne miejsca, w których nocowaliśmy, zostawiam je poniżej 👇
Wynajem auta na Islandii zimą – czy warto i ile kosztuje 🚗
Auto wynajęliśmy prywatnie i to był moment, w którym moje zaufanie do świata zostało wystawione na próbę 😄
Facebook, kontakt do pani Doroty, brak umowy, brak kaucji, zero papierów.
I tutaj zamiast stresu było raczej totalne zdziwienie, że to naprawdę tak wygląda. Bez oględzin, bez sprawdzania auta, bez tej całej procedury, do której jesteśmy przyzwyczajeni.
Wzięliśmy kluczyki i ruszyliśmy w trasę.
I powiem tak — wszystko było absolutnie bezproblemowe i do dziś jestem pod wrażeniem tego poziomu zaufania. Auto działało bez zarzutu, nic się nie wydarzyło, a cały proces był dużo prostszy niż przy klasycznych wypożyczalniach.
💡 Islandia ma bardzo niski poziom przestępczości i to naprawdę się czuje — nawet w takich sytuacjach, które u nas wydawałyby się co najmniej nietypowe 😄

Koszt paliwa i nowa opłata za kilometry 🚗⛽
Finalnie przejechaliśmy 1264 km i paliwo wyszło nas około 530 zł — szczerze mówiąc spodziewaliśmy się dużo gorszego wyniku.
I tu od razu jedna ważna rzecz z trasy: na Islandii naprawdę warto pilnować paliwa i nie schodzić poniżej połowy baku. Stacje potrafią być oddalone od siebie nawet o 150–200 km, więc momentami to nie jest „podjadę za chwilę”, tylko raczej „lepiej zatankuj teraz” 😄
Ale jest jeszcze jedna rzecz, o której mało się mówi.
Od 2026 roku weszła opłata za przejechane kilometry — około 0,20 zł za km, więc im więcej jeździsz, tym bardziej rośnie koszt podróży.
💡 Czyli Islandia trochę mówi: „jeździj ile chcesz… tylko pamiętaj, że licznik też jedzie z Tobą” 😄
Parkingi na Islandii – ile kosztują i jak działają 🅿️
Na parkingi wydaliśmy około 345 zł.
Przy większości atrakcji po prostu podjeżdżasz, płacisz i idziesz dalej. My korzystaliśmy z aplikacji Parka i wszystko działało bezproblemowo — bez szukania parkomatów, bez monet i bez kombinowania.
💡 Aplikację możesz pobrać tutaj:
iOS →
Android →
Na początku podpinasz swoją kartę płatniczą i wpisujesz numer rejestracyjny auta — robisz to raz i masz z głowy.
A potem działa to już bardzo prosto: wjeżdżasz na parking, odpalasz apkę, ona sama Cię lokalizuje i w kilka sekund ogarniasz płatność.
💡 W praktyce przy wielu parkingach są też budki/parkomaty, ale jest ich niewiele i bardzo często ustawiają się do nich kolejki, więc aplikacja naprawdę robi różnicę i oszczędza sporo czasu 😄


Atrakcje na Islandii zimą – czy warto wydać pieniądze 🧊
Wejście na lodowiec kosztowało nas około 1000 zł za osobę i to był absolutny gwóźdź programu — coś, na co czekaliśmy i coś, co od początku było dla nas pewne. Nie było żadnego zastanawiania się, tylko pełne „idziemy”, bo wiedzieliśmy, że to będzie ten moment 😄
I dokładnie tak było, bo to jest doświadczenie, które naprawdę robi efekt „wow” i zostaje w głowie na długo. Trafiliśmy na świetnego przewodnika — Marcina, właściciela polskiej firmy — i to też zrobiło robotę, bo wszystko było wytłumaczone na luzie, bez spiny, a jednocześnie bardzo konkretnie. Jeśli szukasz sprawdzonej opcji, to spokojnie możemy go polecić 👉 Icewalkers
Blue Lagoon to z kolei około 436 zł za osobę i choć jest bardzo turystyczne, to klimat robi swoje. Siedzenie w gorącej wodzie, kiedy dookoła masz zimno i unoszącą się parę, to coś, czego nie da się porównać z żadnym „zwykłym” spa 😄
Bilety warto kupić wcześniej online, bo wychodzą trochę taniej niż na miejscu, więc lepiej ogarnąć to z wyprzedzeniem 👉 Blue Lagoon
💡 Ciekawostka: woda w Blue Lagoon ma około 37–39°C przez cały rok, niezależnie od pogody, więc nawet przy zimnie na zewnątrz jest tam po prostu idealnie.
💡 Ciekawostka: islandzki lodowiec latem wcale nie musi wyglądać jak pocztówka z alpejskim śniegiem. Często jest ciemny, miejscami prawie czarny, bo siada na nim pył i popiół wulkaniczny — i wtedy bardziej przypomina lodowego potwora niż romantyczną zimową bajkę 😄
Jedzenie na Islandii – jak nie przepłacać 🍜
Jedzenie to temat, na którym najłatwiej przepalić budżet, bo ceny w restauracjach potrafią być naprawdę konkretne — i mówiąc konkretne, mam na myśli takie, że około 100 zł potrafi kosztować… sama zupa 😄
Dlatego poszliśmy w liofilizaty i to był strzał w dziesiątkę. Z jetboilem przygotowanie ciepłego posiłku zajmowało dosłownie kilka minut, a jedzenie było naprawdę dobre i sycące, więc nie było poczucia, że to jakiś „plan awaryjny”.
Korzystaliśmy z polskiej firmy 👉 Lyofood i serio — jesteśmy bardzo pozytywnie zaskoczeni jakością, bo to nie jest jedzenie „na przetrwanie”, tylko normalny, smaczny obiad, który po całym dniu w zimnie robi robotę 😄
I tu właśnie wchodzi ten moment, który lubię najbardziej.
Siedzisz w aucie, za oknem śnieg, wiatr próbuje bujać samochodem, wszystko dookoła wygląda surowo i zimno, a Ty w tym czasie jesz ciepły obiad i masz dokładnie to, czego potrzebujesz — szybko, wygodnie i bez przepłacania 😄


Podsumowanie – czy Islandia zimą jest warta swojej ceny?
Czy Islandia jest droga? Jest.
Ale jeśli ogarniesz ten wyjazd po swojemu, to zamiast stresu o pieniądze dostajesz coś dużo cenniejszego — przestrzeń, wolność i takie poczucie, że jesteś w miejscu, które naprawdę jest inne niż wszystko, co znasz.
I to nie jest „ładne inne”.
To jest takie inne, że momentami stoisz i się zastanawiasz, czy to się w ogóle dzieje naprawdę 😄
I właśnie w tym momencie wszystko się spina.
Bo przestajesz liczyć, przestajesz analizować i po prostu jesteś.
I wtedy już wiesz, że było warto ✨
Bo prawda jest taka, że Islandii nie da się zamknąć w liczbach.
Możesz policzyć loty, noclegi, paliwo i parkingi… ale tego pierwszego momentu, kiedy rano wychodzisz z domku, patrzysz na śnieg, góry i czujesz, że zaraz zacznie się coś naprawdę dobrego, już się nie przeliczy na złotówki 😄
I właśnie dlatego ten wpis to dopiero początek.
Bo teraz zaczyna się pierwszy pełny dzień na Islandii — Golden Circle, gejzery, wodospady i ten moment, kiedy człowiek jeszcze próbuje zachować spokój, a Islandia już od rana robi swoje.
👉 → Jedziemy dalej: Golden Circle zimą – gejzery, wodospady i pierwszy islandzki efekt wow ❄️🌋

💬 Masz pytanie o trasę? Daj znać w komentarzu – chętnie podpowiem! 🤍