
R10 rowerem 🚴
– Ile kilometrów dziś?
– Nie wiem.
– A ile razy zjechaliśmy na plażę?
– Wszystkie 😎
I dokładnie tak wyglądała nasza majówka na trasie R10 / EuroVelo 10.
Nie był to wyjazd typu rekordy, cyferki, średnie tempo i mina zawodowca na Stravie 😎 To był wyjazd typu: o, prom ⛴️ o, rybka 🐟 o, zachód słońca 🌅 o, zjedźmy jeszcze tutaj, bo wygląda pięknie 😍 I właśnie dlatego było tak dobrze.
Start: nocny pociąg i pełne rowerowe podniecenie 🚂
Ruszyliśmy z Trzebini bezpośrednim pociągiem do Koszalina godz. 23:08. Bez przesiadek. Z rowerami. Z sakwami. Z przekonaniem, że albo będzie petarda… albo po 20 kilometrach stwierdzimy: nigdy więcej 😂
Na szczęście wyszła opcja numer jeden.
Sama podróż pociągiem kosztowała nas około 370 zł za dwie osoby w obie strony, razem z miejscami na rowery. I szczerze? Za możliwość przejechania pół Polski bez samochodu to naprawdę super opcja.
No dobra… poza snem 😅


I tutaj mała ciekawostka dla wszystkich planujących podróż pociągiem z rowerem 🚲 Jeśli jedziesz z rowerem, praktycznie zapomnij o wagonie sypialnym czy kuszetce. Nasze koleje najwyraźniej uznają, że rowerzysta nie potrzebuje snu 😂 Czyli klasycznie: druga klasa, zwykły wagon, światło świecące całą noc, drzwi otwierające się co chwilę, ludzie przechodzący non stop i pan konduktor sprawdzający bilety po raz dwudziesty siódmy 😅
Czy było komfortowo? No nie 😂
Na szczęście w stronę morza jechaliśmy jeszcze przed oficjalnym szaleństwem majówki, więc było całkiem spokojnie. Powrót… to już była zupełnie inna historia 🚂😂
Powrót ze Świnoujścia, czyli wagon rowerowy level hardcore 😅
Mieliśmy wykupione miejscówki dla rowerów dużo wcześniej, ale pani w kasie najwyraźniej uznała, że fizyka nie istnieje i sprzedawała kolejnym osobom bilety z rowerami mimo braku miejsc 🤯 Za mało haków, za dużo rowerów i totalny chaos.
I teraz najlepsze: zamiast awantury wyszedł totalny kabaret 😂 Wszyscy faceci zaczęli przekładać rowery, przepinać je, podnosić, kombinować i pomagać sobie nawzajem. Śmiechu było tyle, że pierwsze godziny zleciały nam naprawdę genialnie.
I właśnie za takie momenty lubimy podróże. Bo czasami największy chaos daje najlepsze wspomnienia 😄
A później przyszedł Poznań 😅 Większość ludzi wysiadła, więc my już oczami wyobraźni widzieliśmy ciszę, spanie i błogi reset po kilku dniach pedałowania. No nie 😂 Do wagonu wsiadła grupa młodzieży. I żeby była jasność — oni nie byli niegrzeczni. Oni byli po prostu młodzi 😄 Śmiechy, rozmowy, śpiewanie, energia level 300. A ty po całym dniu jazdy marzysz tylko o tym, żeby zamknąć oczy choć na godzinę 😵💫 Tym bardziej że o piątej rano wysiadka, szybki powrót rowerem do domu, prysznic… i prosto do pracy 😅
To była naprawdę ciężka noc. Taka, która trochę przyćmiła ostatni etap powrotu. Ale dzięki temu już wiemy jedno: zatyczki do uszu to nie gadżet 😂 To sprzęt survivalowy. I następnym razem jadą z nami wszędzie — do pociągu, do samolotu i pewnie jeszcze do połowy świata 😎
Dzień 1 — Koszalin → Sianożęty 🚲
Pierwszy dzień był takim idealnym wejściem w klimat R10 😍 Bez ciśnienia, bez walki o przetrwanie, za to z morzem, lasami i tym cudownym uczuciem: kurczę… naprawdę jedziemy przed siebie rowerami przez pół wybrzeża 🚲🌊
Nie lecieliśmy też najkrótszą trasą jak kurier z paczką 😎 Po drodze specjalnie pokręciliśmy się jeszcze wokół jeziora Jamno, więc od początku bardziej chodziło nam o klimat niż o bicie kilometrów.
I szczerze? Cały odcinek Koszalin → Sianożęty wspominamy naprawdę świetnie. Ścieżki były wygodne, spokojne i bardzo przyjemne do jazdy.





Noclegi na trasie R10 🏡
Od początku wiedzieliśmy jedno: rowery śpią z nami 😎 Nie było opcji zostawiania elektryków pod wiatą czy przypinania ich gdzieś pod płotem.
Dlatego wynajmowaliśmy wyłącznie domki i to był strzał w dziesiątkę. Można było schować rowery, podpiąć baterie, zrobić śniadanie, wysuszyć rzeczy i paść twarzą na łóżko po zachodzie słońca 😂
Koszty noclegów wyglądały tak: domek 1 – Komfortowe Domki Dar kosztował 170 zł, domek 2 – Domki FarAway kosztował 316 zł, a domek 3 – Domki DIAMENT kosztował 280 zł. Wszystko za dwie osoby.
Tak, majówka robi swoje 😅 Ale szczerze? Spodziewaliśmy się dużo gorzej.
Dzień 2 — Sianożęty → Dźwirzyno 🌅
Drugi dzień był dużo spokojniejszy. Więcej plaży, więcej zachodów słońca i więcej tego naszego ulubionego klimatu: jedziemy — zatrzymujemy się — patrzymy — jedziemy dalej 😏
Bez spiny. Bez gonienia. Slow travel w najlepszym wydaniu 🚲🌅





Rachunki grozy nad morzem? 🤔
Internet trochę straszy, że nad Bałtykiem za rybę trzeba sprzedać nerkę 😅 A my chyba trafiliśmy naprawdę dobrze.
Piwo kosztowało około 16 zł, cappuccino około 14 zł, a łosoś z frytkami i surówką około 60 zł. I nie były to porcje typu degustacja dla wróbla 😂 Po takim obiedzie człowiek już tylko szukał plaży i miejsca do leżenia jak foka 🦭😎
Karmazyny były. Turboty były. Łososie oczywiście też, bo ja i łosoś to już chyba oficjalny związek 🤍🐟
Toalety, czyli sport ekstremalny za 5 zł 😳
Ale jest jedna rzecz, która nas rozwaliła.
Toalety. 5 zł za toi-toia. Od osoby 😂
Przepraszam bardzo… ale to już jest sport ekstremalny 😅 My jeszcze mieliśmy łatwiej, bo często przy okazji kawy, obiadu czy gofra korzystaliśmy z toalety w knajpie. Ale rodzina spędzająca cały dzień na plaży? No robią się z tego naprawdę konkretne koszty 🫣
Dzień 3 — Dźwirzyno → Dziwnówek 🚲
To był dzień wydm, zachodów słońca i totalnego wow 😍 No i tego legendarnego zdjęcia skoku Marcina 😂 Do dziś nie wiemy, co było trudniejsze — samo lądowanie czy ustawianie kadru 😎





Największy chaos? Kołobrzeg 😂
Paradoksalnie najtrudniejszym odcinkiem całej naszej trasy nie był piach, las ani szutry. Tylko… Kołobrzeg 😅 A dokładniej centrum i okolice deptaka.
Tam ludzi było dosłownie wszędzie 😂 Spacerowicze, hulajnogi, dzieci, psy, gofry, lody, selfie i człowiek próbujący przejechać rowerem między tym wszystkim 🚲🍦😂
I tutaj dochodzimy do jednej rzeczy: wszystko zależy od ludzi. My naprawdę staramy się zwracać uwagę na takie rzeczy. Jak jedziemy rowerem — trzymamy się ścieżki rowerowej. Jak jesteśmy pieszo — nie spacerujemy środkiem trasy dla rowerów.
Bo prawda jest taka, że jeździmy samochodem 🚗 jeździmy rowerami 🚲 i normalnie chodzimy pieszo 😄 Człowiek po prostu uczy się funkcjonować w różnych sytuacjach i szanować przestrzeń innych.
Niestety czasami trafiają się osoby z trybem: usuńcie się wszyscy, bo JA idę/ jadę 😂 I właśnie w takich miejscach jak Kołobrzeg najbardziej to widać 😅
Dzień 4 — Dziwnówek → Świnoujście ⛴️
I tutaj zaczęła się najbardziej terenowa część całej naszej R10 😅
Wcześniej było naprawdę bardzo przyjemnie, ale odcinek przed samym Świnoujściem momentami potrafił już konkretnie przetrzepać rower i kręgosłup 😂 Duże kamienie, wertepy, las i piach. Ścieżka momentami bardziej w klimacie: powodzenia 😎 niż zapraszamy serdecznie rowerzystów 😂
Uwaga — zmieniony przebieg trasy przy Świnoujściu ⚠️
Przy terminalu LNG i gazoporcie w Świnoujściu normalnie prowadzi asfaltowa ścieżka rowerowa w kierunku latarni morskiej. Niestety obecnie cały ten odcinek jest zamknięty ze względów bezpieczeństwa. Stoi ochrona, są ogrodzenia i po prostu nie da się tamtędy przejechać.
Przez to ruch rowerowy został puszczony objazdem przez las. I właśnie tam zaczyna się prawdziwy test cierpliwości 😅
My przejechaliśmy ten fragment bez większego problemu, ale mamy elektryki, pełną amortyzację i po prostu lubimy takie klimaty 😎 Szczerze współczujemy jednak komuś jadącemu tam typową szosówką 🚴♂️😅
Widzieliśmy ludzi grzęznących w piachu, prowadzących rowery i walczących z tym odcinkiem naprawdę konkretnie. Więc jeśli ktoś planuje R10 bardziej sportowo i wyłącznie pod asfalt — warto wiedzieć wcześniej, że ten fragment potrafi zaskoczyć 😂





Czy warto zrobić R10 nad Bałtykiem? 🌊
Absolutnie tak.
Ale najlepiej bez spiny, bez ciśnienia na tempo i z gotowością, że czasami ważniejszy od kilometrów będzie zachód słońca, dobra ryba albo spontaniczny zjazd na plażę 😏
Bo właśnie to tworzy klimat tej trasy. Nie perfekcyjny asfalt. Nie średnia prędkość. Tylko to uczucie, że codziennie budzisz się gdzie indziej… i codziennie morze wygląda trochę inaczej 🤍
Na końcu został już tylko:
Rower ✔️
Prom ✔️
Pociąg… no dobra, niech będzie 😂🚂
Bo przecież wracamy tylko po to… żeby znowu ruszyć 😏🔥
Podsumowanie naszej R10 🚲🌊
Łącznie wyszło nam trochę ponad 220 kilometrów 🚲😎 Dla jednych będzie to spacer. Dla innych totalny kosmos 😂
Doskonale wiemy, że są ludzie, którzy na szosówkach robią taki dystans w dwa dni. Albo w półtora 😅 I serio — ogromny szacunek, bo my po kilku godzinach jazdy zaczynaliśmy bardziej analizować, gdzie będzie dobra kawa i zachód słońca niż średnią prędkość 😂
Ale wiecie co?
My już mamy swoje lata 😎 I właśnie dlatego chyba jeszcze bardziej cieszy nas to, że zrobiliśmy coś takiego razem.
Bo to nie chodzi o rekordy. Nie chodzi o segmenty, cyfry i wyścig z aplikacją. Tylko o to uczucie, kiedy budzisz się rano w kolejnym miejscu, pakujesz sakwy, wsiadasz na rower i jedziesz dalej przed siebie 🌊🚲
Był wiatr 🌬️ Był piach 😅 Były zachody słońca 🌅 Były ryby 🐟 Były śmiechy w wagonie rowerowym 😂 I było dokładnie to uczucie, dla którego chce się podróżować. I chyba właśnie dlatego ta nasza R10 zostanie z nami na długo 🤍
A najlepsze? My już planujemy kolejną trasę 😏🚲
Czyli… wracamy do Koszalina. Ale tym razem zamiast skręcić w lewo na Świnoujście, skręcamy w prawo 😎
Hel ? Bardzo możliwe 🌊 Chociaż znając nas… i tak ostatecznie zobaczymy, gdzie poniosą nas pedały 😂🔥

💬 Masz pytanie o trasę? Daj znać w komentarzu – chętnie podpowiem! 🤍